Hejka!
Miałam wysokie oczekiwania. Czy zostały one spełnione? Zapraszam Cię na recenzję książki.
Wczoraj, 9 sierpnia, obchodziliśmy Dzień Miłośników Książek, dlatego dziś będzie recenzja książki. Bardzo lubię twórczość Lynn Painter, więc chętnie sięgnęłam po jej kolejną powieść, pt. Stawiam na nas.
Stawiam na nas - Lynn Painter
Bailey i Charlie spotkali się podczas długiego lotu i nie zapałali do siebie sympatią. Kilka lat później okazuje się, że będą razem pracować. Czy dadzą radę dogadać się mimo przeciwności?
Książka liczy 440 stron i została podzielona na 52 rozdziały plus epilog. Na końcu znajduje się Ścieżka dźwiękowa Bailey i Charliego, co jest bardzo fajne. Poszczególne rozdziały napisane zostały z perspektywy zarówno Bailey, jak i Charliego. Z tym, że punkt widzenia chłopaka jest o wiele krótszy. Szkoda. Natomiast miło, że jest obecny, gdyż daje to szerszy ogląd na sytuację.
Początek powieści i pierwsza połowa były... nijakie. A mamy tu motyw enemies to lovers, więc powinno być ekscytująco. Choć właściwie jest tu też fake dating, friends to lovers, zakład, rozwiedzionych rodziców - istny miszmasz. Sporo, ale niestety się rozczarowałam. Nieco ciekawiej zrobiło się dopiero w drugiej połowie, ale bez szału. Nawet w porównaniu do Inaczej niż w filmach (nie była porywająca, ale w porządku) książka wypada o wiele gorzej. Nie wiem, co się stało.
Z plusów fajne były nawiązania do różnych piosenek. Szczególnie fanki Taylor Swift będą zadowolone.
Z przykrością muszę stwierdzić, że jest to jak na razie najsłabsza książka Lynn Painter, jaką przeczytałam. Historia Bailey i Charliego nie zapadła mi w pamięci w przeciwieństwie do Liz i Wesa. Czatuję teraz na Fake Skating i mam ogromną nadzieję, że będzie o wiele lepsza.
***
Znasz książki Lynn Painter?
Jaka książka zapowiadała się dobrze, ale ostatecznie Cię rozczarowała?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz