Hejka!
Kim jest whistleblower? Zapraszam Cię na recenzję książki Kate Marchant.
Whistleblower - Kate Marchant
Spoglądając na opis książki przeżyłam małe deja vu. Miałam wrażenie, że już czytałam taką historię - studentka dziennikarstwa, footballista i afera z trenerem... Ale nie kojarzyłam okładki, ani autorki. W końcu sobie przypomniałam, że czytałam książkę Frat Boy Sylwii Zandler, której opis jest uderzająco podobny. Na szczęście fabuła nie była 1:1. Ale śledztwo i jego wynik nie był dla mnie zaskoczeniem.
Na okładce widnieje dziewczyna z zaklejonymi ustami taśmą z napisem Whistleblower, który po polsku oznacza sygnalistę lub demaskatora. To osoba, która nagłaśnia działalność, która wg niej jest nielegalna lub nieuczciwa. Książka liczy 445 stron i została podzielona na 29 rozdziałów. Nie zabrakło tradycyjnych podziękowań na końcu.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze, natomiast moim zdaniem fabuła zbyt się przeciągała. Akcja mogłaby pójść naprzód o wiele szybciej.
Podobało mi się za to tempo, w jakim rozwijała się znajomość Laurel i Bodiego. Niespieszne, takie, jak lubię najbardziej. Powoli poznawali się i przekonywali do siebie.
Z kolei zaskoczyło mnie imię głównego bohatera - Bodie. Pierwszy raz się z nim spotkałam i niezbyt przypadło mi do gustu. Muszę jednak przyznać, że dobrze do niego pasowało. I nie dało się nie lubić tej postaci.
Fajne były odniesienia do Ariany Grande, Hannah Montany, czy Troya Boltona. Takie małe smaczki dla fanów. Autorka trafiła w mój gust. Polecam!
***
Lubisz czytać książki, których akcja rozgrywa się podczas studiów?




To może być bardzo ciekawa książka! Fajnie, że o niej napisałaś ;)
OdpowiedzUsuń