Hejka!
Zapraszam Cię do Formby.
W oczekiwaniu na czwartą, ostatnią część serii Pozorów Moniki Rutki, sięgnęłam po jej słynną Trylogię Nadziei, która początkowo miała być... dylogią. Ale ostatecznie skończyło się na trzech tomach.
Tym, co zachęca do sięgnięcia po tę serię, są przecudowne okładki. Nie mogę się napatrzeć! Zostały one utrzymane w pastelowych kolorach: szarym, niebieskim i różowym. Na każdej z nich przewija się motyw ptaków orz kwitnących drzew, a w rogach znajdują się piękne zdobienia.
Nie możemy wybrać ludzi, z którymi połączą nas więzy krwi, lecz to od nas zależy, kto ostatecznie będzie naszą rodziną i kogo obdarzymy prawdziwym, szczerym uczuciem.
Przystań lepszego jutra - Monika Rutka
📖 364 strony
📖 29 rozdziałów
Miasto pogrzebanych nadziei - Monika Rutka
📖 373 strony
📖 30 rozdziałów
Dom złamanych obietnic - Monika Rutka
📖 357 stron
📖 22 rozdziały, epilog (po 13 latach)
📖 dodatek: playlista Trylogii Nadziei
📖 dodatek: latawiec marzeń
Siedemnastoletnia Jane Miller po śmierci swojej opiekunki, Wandy Wellington, trafia do domu jej syna, Andrew, który ma żonę i dwóch synów. Dziewczyna świetnie dogaduje się z Lukiem i Milesem, ale z ich rodzicami nie jest już tak łatwo. Na dodatek musi zmierzyć się z Haydenem Hendersonem, przyjacielem Luka, przez którego wiele cierpiała.
Monika Rutka poruszyła tu trudne tematy, jak kłamstwa, zaburzenia odżywiania i obrazu własnego ciała, śmierć bliskich, choroba. Bohaterowie poszukiwali swojego miejsca w świecie, ale mogli w tym wszystkim liczyć na przyjaciół.
Przeprowadzka do Formby coś mi uświadomiła. Zrozumiałam, że niemal każdy człowiek jest taki sam. Wszyscy zakładamy maski, by ukryć prawdę. Uśmiechamy się, jednocześnie umierając wewnętrznie. Robimy dobrą minę do złej gry, bo nie chcemy litości, bo się wstydzimy, bo nie chcemy zrzucać na niczyje barki ciężaru swoich doświadczeń. (...) Każdy nas ucieka. Przed bólem, smutkiem, samotnością, problemami i miejscem, które powinno być dla każdego schronieniem.
Każda kolejna książka okazywała się coraz lepsza. Pierwszy tom był w porządku, ale bez szału, drugi lepszy, a trzeci to mój faworyt.
Początkowo kibicowałam Jane i Luke'owi. Tak się o nią troszczył. Ale czułam, że mimo wszystko pisany jest jej Hayden. Natomiast po tym, co się później okazało, zrozumiałam, dlaczego to by się nie mogło udać.
Wystarczy obserwować. Wtedy wiele można zauważyć. Prawdziwe intencje zdradzają gesty, a nie słowa.
Fajnie, że wątek romantyczny był obecny, ale więcej czasu poświęcono poznawaniu siebie. Podobały mi się nawiązania do trylogii The Chain, co jest charakterystyczne dla autorki. Nietypowe były hobby Jane, bo oprócz fotografii, zbierała także... guziki.
Możesz uciekać przed swoimi demonami, ale one i tak Cię dogonią. A kiedy w końcu to zrobią, najedzone Twoim strachem oraz cierpieniem będą silniejsze niż kiedykolwiek. Wtedy obedrą Cię ze wszystkiego i będziesz niczym lalka. Piękna z zewnątrz, ale pusta w środku.
Bardzo miłym zaskoczeniem było to, że w trzecim tomie Monika Rutka dopuściła do głosu Haydena. Taka zmiana narracji była bardzo potrzebna i ciekawa.
Trylogia Nadziei skierowana jest do młodszych odbiorców. Nie przebiła serii Pozorów, ale podobała mi się.
Najtrudniej jest postawić na siebie ten pierwszy raz, ale później, im więcej razy wybierzesz swój spokój, tym wyraźniej zaczniesz dostrzegać, że oddycha Ci się lżej. A kiedy oczyścisz się z toksyn, będziesz mogła spojrzeć na to wszystko zboku. Wtedy zobaczysz, że było warto.
***
Czytałaś Trylogię Nadziei?
Znasz twórczość Moniki Rutki?







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz